Niezależnie od naszej sytuacji życiowej czy poziomu samoświadomości zdarza się nam czasem popadać w tendencję „murowania sobie domu na piasku”… Co mam na myśli używając tej biblijnej metafory?

Mam na myśli działanie pozbawione zaufania, zaufania w SIEBIE. „Skałą” bowiem jest nikt inny niż TY!

Czy zastanawiałeś się jaką rolę w naszym życiu odgrywa zaufanie?

Czy zdarzyło Ci się obawiać tego, co czeka za zakrętem lub przeciwnie: miałeś wszystko zaplanowane co do najmniejszego szczegółu, ale plany całkowicie się rozsypały w trakcie realizacji? Może w Twoim życiu to co najpiękniejsze było dziełem niespodziewanego „zrządzenia losu” albo tzw. „zdarzenia losowe” psuły Ci szyki?

Tak czy inaczej, niezależnie od tego, jak było – życie pokazuje nam, że niejednokrotnie mogą zdarzyć się nam najróżniejsze nietypowe i niespodziewane sploty zdarzeń. Nie możemy być pewni tego, co przed nami.

Czy to wypadki najróżniejszego rodzaju, czy to żywioły, nad którymi nie jesteśmy jeszcze w stanie zapanować, czy też złożenie spraw w interakcjach między osobami, których zachowanie jest dla nas pozornie do przewidzenia, jednak w efekcie okazuje się, że wybierają całkowicie inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy…

„Tak – przyznasz. Tak jest” – jednak jak to się ma do naszej roli kreatora własnej rzeczywistości? Jak to się ma do tych wszystkich Uniwersalnych Praw, nauki, która mówi, że mamy wpływ na rzeczywistość… ba! – tworzymy ją poprzez nasze myśli i świadome sterowanie uwagą, świadome wybory… W tym wszystkim można się trochę pogubić – jak w końcu jest? Losowość i chaos determinują tak naprawdę ścieżkę naszego życia? Istnieje przeznaczenie? A może jesteśmy w końcu tymi „kreatorami, twórcami” od A do Z? Mamy wpływ czy nie mamy?

Odpowiedź brzmi: OBIE TE OPCJE SĄ PRAWDĄ, JEDNĄ ZE STRON TEGO SAMEGO MEDALU. Żadna nie istnieje bez drugiej, są ze sobą wiecznie, nierozerwalnie połączone i prawdziwe i fałszywe naraz! Paradoksalnie jedyną „prawdziwą prawdą” we Wszechświecie jest PARADOKS właśnie czyli dualizm w każdej jednej sprawie, osobie, rzeczy…

Spójrzmy na materię: stała, określona, zdefiniowana… A kiedy będziemy wgłębiać się coraz bardziej w jej strukturę – okazuje się, że więcej w takim np. krześle na którym siedzisz pustki niż faktycznie – materii! Na poziomie kwantowym wszystko jest ruchomą, chaotyczną, wibrującą energią, która właściwie nie ma formy… Jednak przecież ma! – to przecież krzesło, a nie poduszka!

I mamy PARADOKS. Niby zmienna, plastyczna, a stała i solidna…

Dalej… materię zostawmy za sobą – ten przykład jest wystarczająco dobry, by streścić całość kwestii w tej dziedzinie.

Duchowość, psychologia, emocje… czyli wszystko to co płynie w nas, stanowi o naszym człowieczeństwie, czyni nas świadomymi istotami. Czy tutaj także nie napotykamy na ciągłe paradoksy? Co motywuje nasze decyzje? Logika? Może czasem… Emocje? Pewnie częściej. A emocje są jak woda, podatne prądowi. Może intuicja? Czasami także. Właśnie – i tu pojawia się kolejny dualizm: któremu aspektowi Nas dajemy podejmować decyzje?

Może to miłość, głos serca? A czym jest miłość? Hmm… pewnie siłą motywującą nas do działania, potęgą naszego pragnienia… Może tym, co leży u rdzenia naszego istnienia? Tak czy inaczej – miłość jest tym co obdarzamy najgłębszym „ja chcę” z możliwych – jednak nie zawsze jesteśmy tak mocno wgłębieni w samych siebie, by dostrzegać co to jest.

Stała chęć, rdzenne pragnienie… Ulotne wichry pragnień po drodze, jednak w danym „teraz” tak bardzo realnych, że wydają się dla nas wszystkim? Tutaj też sprzeczność, paradoks, uzupełniające się dwie strony medalu.

Logika – emocje… Wszystko się przeplata, wszystko płynie, przenika się choć wydaje się stałe… Zupełnie jak z materią, prawda?

Radość czy smutek? Jak wybieramy reagować na spotykające nas sytuacje życiowe? Spokojnie czy żywiołowo? I znów nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Duch, materia, energia… To jedno i to samo. Z drugiej strony przecież możemy je wyodrębnić. Czas istnieje, a jednak przecież jest jedynie iluzją percepcji…

Weźmy przykład z astronomii: Wielki Wybuch. Zanim Wszechświat był taki, jakim go znamy był… wszystkim w jednym. Potencjałem. Czas, przestrzeń, wszelkie siły znane nam dziś były jedną. Nie istniała wyodrębniona grawitacja, nic nie było takie, jak teraz. Co spowodowało wielki wybuch? Wola? Przypadek? Nie wiemy tego, lecz najwybitniejsi astronomowie, astrofizycy upatrują w tym właśnie nieprawdopodobnym, a prawdziwym „zdarzeniu” dowodu na istnienie Boga, wyższej siły, Jaźni, świadomości… Tej siły, która w zero – jedynkowym kodzie byłaby dwójką…

Tak czy inaczej – tu także możemy spojrzeć dwojako. Świadomość musi mieć MOTYW tworzenia rzeczywistości. Istoty są kierowane motywami. Jednak nie widzę miejsca na istoty w tej „pigułce Wszechrzeczy” sprzed wieków… Zawsze możemy prowadzić dywagacje typu „Co było pierwsze: kura czy jajko?”.

Jedyna prawda to to, że wszystko jest zapętlone i wiecznie przenikające. Nie jesteśmy (z naszej perspektywy) w stanie pojąć naraz całości wieloaspektowości istnienia.

No dobrze, jednak bardzo mocno odbiegliśmy od tematu… Jak to się ma do zaufania i poprzednich zagadnień? Jak to się ma do życia TU na TYM świecie, w TYM momencie?

Związek tych spraw jest prosty. Daje nam odpowiedź na pytanie: „Jesteśmy kreatorami czy nie?”, a także daje bezcenne wnioski do wykorzystania w naszej codzienności.

Niezależnie od tego jakiego jesteśmy wyznania (czy też nie uznajemy ram religii), w jakich realiach żyjemy, czy jaki jest nasz status majątkowy, pozycja społeczna – obowiązują nas te same zasady. Dotyczą nas te same konkluzje (choć jesteśmy tak odrębni, inni – znowu paradoks!).

Nie ważne czy spakujesz się w podróż w sposób usystematyzowany i zaplanowany, czy weźmiesz co Ci wpadnie w dłonie – to nie ma znaczenia. Przecież bagaż może zginąć, a paradoksalnie nie zabrawszy nic możesz doświadczyć najwspanialszej przygody…

Dobrze, przejdźmy więc do rzeczy – nasze uniwersalne konkluzje:

– nie liczy się żadna zasada prócz tej byśmy w danej chwili wybierali tak, jak z nami wewnętrznie „gra”, bo przecież i tak jesteśmy w tym świecie praktycznie „nadzy”, jedynym, co faktycznie do nas należy jest nasze JA

– przywiązanie do czegokolwiek rodzi jedynie cierpienie, jednak mamy prawo do przeżycia tych wzbogacających doświadczeń – róbmy więc tak, jak uważamy za słuszne

– skupiajmy się na tym, by chwila bieżąca była najwspanialszą – zmartwienia czy żale zostawmy daleko od siebie, gdyż są one całkowicie niepotrzebne i nie dają żadnych dobrych efektów

– przyszłość i przeszłość niech staną się inspiracją, siłą, źródłem mądrości, ale to punkt bieżący jest tym, co tak naprawdę ważne; gdy pojawiają się negatywne myśli czy obawy związane z czasem innym niż „teraz” ze spokojem dajmy im odejść

– działajmy, myślmy, twórzmy w zgodzie z sobą, jak najlepiej, tak, jak najbardziej cenimy – tylko to się liczy.

A gdzie odpowiedź na pytanie: „Jestem kreatorem życia czy nie?” – zapytasz.

Ano – ona jest wyjaśnialna w następujący sposób: TAK – jesteś absolutnym kreatorem, jednak paradoksalnie – również każda inna istota jest nim. Zależnie od skupienia i nasilenia Twojej uwagi oraz stopnia świadomości – siła Twojej kreacji staje się mierzalną biorąc za punkt odniesienia te same współczynniki u innych istot rozumnych.

Palec boży, fatum, chaos, współczynnik losowości to nic innego niż kolektywny zbiór wszystkich intencji (uświadomionych bądź nie…) wszystkich Twórców obdarzonych świadomością, wszystkich „punktów uwagi”… wszystkich tych zmiennych i współczynników, które wpływają na nasze decyzje (wymienionych wcześniej).

Można wyjaśnić to tak: we Wszechświecie każda osoba jest nieograniczonym (w potencjale możliwości) Twórcą rzeczywistości – ograniczanym jedynie ramami swojego umysłu.

KAŻDA – to znaczy: zarówno Ty jak i każdy człowiek czy świadoma istota. Wszechświat spełnia wszystkie życzenia, wszystkich osób – ta wielka Uniwersalna Świadomość (zwana przez niektórych Bogiem) zaplata i „oblicza” wypadkową siły życzeń, siły kreacji, tak, by wszystko było matematycznie doskonałe. Dlatego właśnie czasem wygląda to wszystko chaotycznie – zwłaszcza, że powoływane do istnienia (spełniane) są także wszystkie „życzenia” nieświadome – czyli efekty wpojonych przekonań itp…

Każda kreacja otrzymuje swoje odwzorowanie w rzeczywistości, jednak – spodziewajmy się niespodziewanego. Stąd prosty wniosek: nie przejmujmy się niczym, żyjmy każdą chwilą!

Serafinek

obrazek: pearlwhitenight DeviantArt

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here